Archiwa kategorii: Zima

Narciarska tura z Kasprowego do Moka

Wielki Piątek i swoista droga krzyżowa na trasie Kasprowy Wierch – Beskid – Dolina Cicha – Zawory – Dolina Ciemnosmreczyńska – Wrota Chałbińskiego – Dolina za Mnichem – Morskie Oko – Palenica – Zakopane.

zjazd zboczem Beskidu do Doliny Cichej przy zmiennym śniegu wymagał wytężonej pracy. Słońce przebijało się z za chmur i lekki mróz.

Kierując się na wschód po pokonaniu kilku kilometrów dnem doliny dotarliśmy do przełęczy Zawory. Widok w kierunku Doliny Ciemnosmreczyńskiej robił oszałamiające wrażenie. Trawersowaliśmy zbocza tak aby nie stracić zdobytej wysokości i w jak najwyższym punkcie osiągnąć próg doliny.

W planie była wspinaczka na przełęcz przy Zadnim Mnichu i późniejszy zjazd Żlebem Mnichowym do Morskiego Oka. Całe szczęście zrezygnowaliśmy z pomysłu i po chwili kluczenia Tomek rozpoczął zakosy na Wrota Chałbińskiego. Moje słabe nawodnienie i prawdopodobnie brak magnezu doprowadziły moje uda do gwałtownych skurczy. Było bardzo boleśnie ale dowlokłem się do przełęczy. Potem już szybki zjazd na nartach do Morskiego Oka. Całość wyrypy zajęła nam niecałe 6 godzin co oznacza około 12 km na nartach i 2266m przewyższeń.

 

 

Na nartach wokół Świnicy

Wyjazd na ranem i szybka akcja na nartach: Kasprowy Wierch – Świnicka Przełęcz – Dolina Walentkowa – Gładka Przełęcz – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Zawrat – Hala Gąsienicowa – Kuźnice

 

image

Trawers w Dolinie Walentkowej fot. Andrzej Kościelniak

Tomek pokonuje nawis na Gładkiej Przełęczy fot. Andrzej Kościelniak

Kozi Wierch – FREERIDE i spektakularna gleba na starcie

Kozi PanoramaMiało być bez napinki. Piękny słoneczny dzień i nie trudny zjazd prosto w stronę D5SP. Tego dnia była lawinowa III – ka i nie chcieliśmy zbytnio ryzykować. Całe szczęście śnieg był stabilny i mocno już przewiany. Po pierwszych dwóch skrętach zaliczyłem mało kontrolowany upadek w najbardziej stromej części żlebu. Strach, radość i euforia z pięknej końcówki zjazdu dało mi piekielną mieszankę pozytywnych emocji.

 

Po chwili otrzeźwienia kontynuowałem zjazd w kierunku stawu i słońce zaświeciło jeszcze jaśniej!  Były „śnieżne firany” na dziewiczym śnieżku … wszystko było ! Tylko czemu trwało to tak krótko ?

 

 

 

Północny filar Swinicy

W niedziele 3 stycznia w zespole z Tomkiem Głowackim przewspinalismy północny filar Swinicy.   To był dobry czas aby wygrzebać zimowy sprzęt z szafy i zebrać w ścianie solidne baty w 4 litery. Zimowe wspinanie zawsze uczy pokory i pozwala nabrać dystansu do otaczającej rzeczywistości.
14 stopni mrozu i odmrożony palec pozostanie długo w mej pamięci.

Filar Swinicy

Filar Swinicy z wyrysowanymi przebiegiem drogi

Tomek na stanowisku

Tomek na stanowisku

Widok na Hale Gasienicowa

Widok ze ściany na Doline Gasienicowa

W Żlebie Karczmarza

 

Przez trzy dni zeszłego tygodnia intensywnie planowałem tą turę. Pewny siebie zbagatelizowałem propozycję Jacka. Sprzęt wspinaczkowy pozostał w szafie w Krakowie. Pokłosiem fatalnej decyzji była nieudana akcja. W 1/3 żlebu znajduje się próg skalny który w tym roku stanowił sporą przeszkodę. Powód był prozaiczny, mało śnieżna zima odsłoniła kilkunastometrowa pionową ściankę. Zespoły z lina przeszły dalej a my zawróciliśmy.

Potężny alpejski żleb 800 metrów długości w masywie Gerlacha, wracam tam jeszcze tej wiosny………………….

Zawrat

Na sobotę prognoza nie wyglądała zbyt optymistycznie ale znowu się udało. Przeszedłem na nartach trasę: Kuźnice – Hala Gąsienicowa – Zawrat – Dolina Pięciu Stawów Polskich – Roztoka,

Czas szlifować formę na majowa wyprawę na Kaukaz 🙂

 

Jedynym problemem był wiatr wiejący w porywach około 100km/h. Szczególnie mocno dawał się we znaki na Stawie Gąsienicowym. Duje halny a jutro przyjdzie załamanie pogody.  Deszcz i śnieg murowane.

 

 

 

Żleb Szulakiewicza

W zeszłą niedzielę świętą nie wytrzymałem ciśnienia. Efektem śnieżnego nienasycenia była druga próba zjazdu żlebem Szulakiewicza, tym razem próba udana.

Estetyczna linia z pod filara Cubryny do Mnichowego żlebu.

Zazwyczaj bywam uparty. W marcu zeszłego roku uderzyłem do żlebu solo ale spękałem, po odpięciu nart zlazłem z góry rakiem czego w sumie nie żałuję bo śnieg był bardzo twardy i nieudane hamowanie śmierdziało t… pem.

Tym razem było bardzo zacnie. W sumie trudno tą linię nazwać zjazdem natomiast zabawa dostarczyła nam nie mało atrakcji. Śnieg w naszej ocenie był optymalny, na twardą wilgotną warstwę starego sypnął 5 cm świeży opad  przy niewielkim minusie związał i tym samym było i miękko i bezpiecznie. Zjazd sam w sobie nie należy do spektakularnych acz estetyczny,  stromy i słabo eksponowany. Reszta na zdjęciach. Dla tych co nie przybyli i dalej się zastanawiają przesyłam buziaki.

Po wysiłku ciśnienie mi spadło i trzymało mnie do środy, znowu mi wzrasta więc ciąg dalszy z pewnością nastąpi.

Uczestnicy i miejsce: Marcin Wróbel i Andrzej Kościelniak, niedziela 23 lutego bezśnieżnej zimy  2014, Żleb Szulakiewicza TR + 5 50′ 200m